Czym są zwierzęta synantropijne i dlaczego żyją właśnie w miastach?
Naukowcy nazywają je zwierzętami synantropijnymi – od greckiego syn (razem) i anthropos (człowiek). To organizmy dzikie, niehodowane, które jednak z własnej woli związały swój los z człowiekiem. Przyciąga je to samo, co przyciąga nas do miast: ciepło, jedzenie i schronienie.
Encyklopedia PWN dzieli synantropy na kilka grup:
- synantropy właściwe – gatunki zawleczone z tropików, których cały cykl życiowy przebiega wyłącznie w środowisku człowieka (karaczan, mrówka faraona, mucha domowa),
- półsynantropy – związane z człowiekiem, ale obecne też w przyrodzie (np. szkodniki magazynowe, pchły),
- gatunki synantropizujące się – leśne zwierzęta, które stopniowo zasiedlają zieleń miejską, jak kos czy gołąb grzywacz.
Proces synantropizacji, czyli „oswajania się" dzikich gatunków z miejskim środowiskiem, nie tylko trwa od tysięcy lat, ale – jak podkreślają badacze – przyspiesza. Urbanizacja obejmuje coraz większe obszary, a zwierzęta błyskawicznie uczą się korzystać z nowych możliwości.
Roztocza w Twoim łóżku – niewidzialni lokatorzy materacy
Jeden gram kurzu domowego może kryć od kilkudziesięciu do kilkuset osobników. Nie mówimy tu o bakteriach – mówimy o roztoczach kurzu domowego (Dermatophagoides pteronyssinus i D. farinae), mikroskopijnych pajęczakach wielkości około 0,3 mm, które zamieszkują materace, poduszki, kołdry i dywany w praktycznie każdym polskim domu.
Roztocza to keratynofagi – żywią się złuszczonym naskórkiem człowieka i zwierząt. A mają go pod dostatkiem: naskórek złuszczony przez człowieka w ciągu jednej doby mógłby wyżywić tysiące roztoczy przez kilka miesięcy.
Dlaczego to ważne? Bo według danych Polskiego Towarzystwa Alergologicznego roztocza kurzu domowego są najczęstszą przyczyną chorób alergicznych w Polsce. Polskie wieloośrodkowe badanie ECAP (Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce) wykazało, że uczulenie na Dermatophagoides pteronyssinus stwierdza się u znacznego odsetka dzieci szkolnych i dorosłych. Szacuje się, że na całym świecie na schorzenia związane z nadwrażliwością na alergeny roztoczy cierpi około 100 milionów osób.
Największe nagromadzenie roztoczy stwierdza się w:
- materacach i poduszkach,
- kołdrach i pościeli,
- dywanach i wykładzinach,
- meblach tapicerowanych i pluszowych zabawkach.
Co ciekawe – roztocza nie gryzą i nie przenoszą chorób zakaźnych. Uczulają nas głównie drobniny ich odchodów, które zawierają enzymy trawienne Der p 1 i Der p 2. To właśnie te białka wywołują alergiczny nieżyt nosa, astmę i atopowe zapalenie skóry.
Jak ograniczyć ich populację?
- pranie pościeli w temperaturze minimum 55°C (w niższej roztocza nie giną, choć stężenie alergenów spada o ok. 90%),
- regularne wietrzenie i przewracanie materacy,
- stosowanie pokrowców antyroztoczowych,
- rezygnacja z dywanów na rzecz łatwo zmywalnych podłóg,
- utrzymywanie wilgotności powietrza poniżej 50% (roztocza najlepiej rozwijają się przy wilgotności 60–80%).
Rybiki, prusaki i spółka – mieszkańcy, których nie zapraszałeś
Oprócz mikroskopijnych pajęczaków w każdym mieście żyją nieco więksi, choć wciąż skryci lokatorzy. Ich wspólna cecha? Wszystkie prowadzą nocny lub zmierzchowy tryb życia i doskonale opanowały sztukę bycia niewidzialnym.
Rybik cukrowy – starożytny gość łazienki
Rybik cukrowy (Lepisma saccharina) to jeden z najstarszych ewolucyjnie owadów na Ziemi – jego przodkowie żyli już 300 milionów lat temu. Dziś chętnie zamieszkuje łazienki, piwnice i kuchnie – wszędzie tam, gdzie jest ciepło i wilgotno. Ma spłaszczone, pokryte srebrzystymi łuseczkami ciało, które pozwala mu wciskać się w najwęższe szczeliny. Nie przenosi chorób, żywi się papierem, klejem, resztkami żywności i martwymi owadami. Szkodzi głównie książkom i tapetom.
Prusak – nocny przeżywacz
Prusak (Blattella germanica), zwany też francuzem, szwedem lub szwabrą (w zależności od regionu Polski), to jeden z najbardziej odpornych mieszkańców miast. Aktywny nocą, wszystkożerny, zdolny do przeżycia bez jedzenia nawet 40 dni. Preferuje ciepłe i wilgotne miejsca: kuchnie, piekarnie, szpitale, zakłady gastronomiczne. Prusak jest owad synantropijny – bez środowiska stworzonego przez człowieka nie przeżyłby w naszym klimacie. Zanieczyszcza żywność, roznosi pleśnie i bakterie, a z czasem uodparnia się na stosowane trucizny.
Mól ubraniowy – cichy niszczyciel szafy
Mól włosienniczek (Tineola bisselliella) to motyl, którego skrzydła rozpiętość mają zaledwie 1–1,5 cm. Dorosły osobnik nie je w ogóle – całe zniszczenia robią gąsienice, żywiące się wełną, jedwabiem, futrem i sierścią zwierząt. Lubi ciemne, zaciszne zakamarki szaf i magazynów z odzieżą.
Niewidzialne życie w glebie miejskich parków
Miasta to nie tylko mieszkania i biura. Każdy skrawek parku, każdy klomb i każda alejka skrywa pod sobą osobny mikroświat. W jednym gramie zdrowej gleby może żyć ponad miliard bakterii reprezentujących tysiące gatunków, a także setki metrów nici grzybni, dziesiątki tysięcy pierwotniaków i nicieni.
Badania naukowe nad „glebami miejskimi" pokazują jednak niepokojący obraz: w miastach żyje średnio o 30–50% mniej gatunków mikroorganizmów niż w glebach naturalnych. Betonowanie, zanieczyszczenie i ubijanie podłoża niszczy tę drobną, lecz kluczową dla ekosystemu faunę.
Do organizmów żyjących w glebie miejskiej należą m.in.:
- roztocza glebowe i skoczogonki – rozkładają materię organiczną,
- nicienie – regulują populacje bakterii,
- dżdżownice – napowietrzają glebę i ułatwiają wchłanianie wody,
- bakterie i grzyby – tworzą fundament każdego ekosystemu lądowego.
Mikroby w miejskim powietrzu – każdy oddech to spotkanie
Każdy wdech w miejskim powietrzu to kontakt z milionami mikroorganizmów. Badacze z Instytutu Podstaw Inżynierii Środowiska Polskiej Akademii Nauk w Zabrzu prowadzą badania nad mikrobiomem powietrza miejskiego – czyli składem mikroorganizmów zawieszonych w pyle. Ich ustalenia są jednoznaczne: w zanieczyszczonym powietrzu dużych miast (zwłaszcza tam, gdzie pojawia się smog) bakterii jest znacznie więcej niż w powietrzu obszarów wiejskich.
Co więcej, naukowcy z Uniwersytetu w Lund planują dosłownie zmapować całe miasta pod kątem mikroorganizmów. Okazuje się, że skład bakteryjny powietrza różni się w zależności od dzielnicy, pory roku, a nawet stacji metra. Bakterie zbierane na naszych ciałach i ubraniach mogą w przyszłości służyć jako swoisty biologiczny „GPS" – narzędzie kryminalistyczne i epidemiologiczne.
Dlaczego warto je lubić, a nie tylko się ich bać?
Większość ludzi, słysząc o niewidzialnych zwierzętach w swoim otoczeniu, odczuwa odruch niechęci. Tymczasem zdecydowana większość małych niewidocznych mieszkańców miast jest albo neutralna, albo wręcz pożyteczna.
- Roztocza glebowe rozkładają martwą materię organiczną i utrzymują żyzność ziemi.
- Pająki (kątnik domowy i inne gatunki synantropijne) polują na muchy, prusaki i inne szkodniki.
- Bakterie miejskiego powietrza – część z nich może wzmacniać odporność poprzez naturalne „treningowe" kontakty z mikroorganizmami.
- Skoczogonki i nicienie regulują ekosystem gleby parkowej.
Jak przypominają naukowcy z Uniwersytetu Massachusetts Amherst w opublikowanej w Proceedings of the National Academy of Sciences pracy: owady i pajęczaki mają fundamentalne znaczenie dla ludzkiego społeczeństwa – są kluczowym ogniwem ekosystemów, w których dramatycznie spada bioróżnorodność.
Poznawanie małych niewidocznych mieszkańców miast to nie powód do paniki – to zaproszenie do fascynującej zmiany perspektywy. Miasto jest żywe znacznie bardziej, niż nam się wydaje.

