Pies bał się zejść ze szczytu. Opiekun miał inne zdanie
Jak opisuje przewodnik, jeden z napotkanych psów wyraźnie bał się zejścia ze szczytu. Zwierzę cicho skomlało, patrzyło w dół i zapierało się łapami.
Jego opiekun miał jednak twierdzić, że pies się nie boi. Według niego zwierzę skomlało dlatego, że „chce już iść”. Jako argument podał również to, że pies był już wcześniej w Dolomitach.
Problem w tym, że doświadczenie psa z innymi górami nie oznacza automatycznie, że poradzi sobie w każdych warunkach.
Pies może reagować na stres inaczej niż człowiek. Zapieranie się łapami, niechęć do poruszania się, skomlenie czy wyraźne napięcie ciała mogą być sygnałami, że zwierzę czuje się zagrożone lub przeciążone.
Na Rysach dochodzi do tego kilka czynników jednocześnie: duża ekspozycja, strome fragmenty szlaku, tłum ludzi i przemieszczające się kamienie.
- Żaden pies w tych warunkach nie czuje się komfortowo, ale Wam o tym nie powie – podkreśla Marcin Kijowski.
To właśnie na człowieku spoczywa odpowiedzialność za ocenę sytuacji i wycofanie się, gdy zwierzę nie radzi sobie z warunkami.
„Co za problem wziąć psa pod pachę?”
Przewodnik opisuje również sytuację z kolejnym psem. Zwierzę miało zapierać się łapami, ale jego opiekunowie mieli uznać, że problem można rozwiązać, po prostu ciągnąc psa na smyczy lub biorąc go na ręce.
Takie podejście może być szczególnie ryzykowne w miejscu, gdzie na niewielkiej przestrzeni znajduje się wielu turystów.
Przestraszony pies może nagle szarpnąć smyczą, próbować uciec albo zareagować w sposób, którego opiekun się nie spodziewa. Na stromym i zatłoczonym szlaku może to oznaczać zagrożenie zarówno dla zwierzęcia, jak i innych osób.
Rysy nie są miejscem dla psów
W swoim wpisie Marcin Kijowski przypomina również o kwestii podstawowej – na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego obowiązują ograniczenia dotyczące wprowadzania psów. Wyjątkiem są miejsca i szlaki, na których jest to wyraźnie dozwolone.
Zakazy nie zostały wprowadzone bez powodu. Tatrzański Park Narodowy jest obszarem chronionym, a obecność zwierząt domowych może wpływać na dziką faunę. Psy mogą płoszyć zwierzęta, a także pozostawiać zapachy, odchody czy potencjalne patogeny i pasożyty.
Jednocześnie sama górska trasa może być dla psa niebezpieczna.
Kijowski zwraca uwagę m.in. na żmije. Ich ukąszenie może stanowić poważne zagrożenie dla psa, a w wysokich górach szybkie uzyskanie pomocy weterynaryjnej może być bardzo trudne.
„O, jaki ładny piesek. Jaki dzielny!”
Przewodnik zwraca uwagę także na reakcje innych turystów.
Psy miały wzbudzać zainteresowanie i zachwyt. Na szlaku i na szczycie pojawiały się komentarze, że są „ładne” i „dzielne”. Opiekunowie mieli być z kolei zadowoleni z tego zainteresowania. Tymczasem zachwyt turystów nie jest dowodem na to, że zwierzę dobrze się bawi.
- Część z nich zachwycona. ‘O, jaki ładny piesek. Jaki dzielny!’. Opiekunowie zachwyceni zachwytem. Tylko psy jakoś nie bardzo… – pisze Kijowski.
To ważne rozróżnienie. Pies może fizycznie pokonać określony odcinek trasy, a jednocześnie przeżywać silny stres, strach lub przeciążenie.
Pies ufa opiekunowi. To człowiek musi podjąć decyzję
Najważniejszy problem, na który zwraca uwagę Marcin Kijowski, dotyczy odpowiedzialności człowieka. Pies ufa swojemu opiekunowi i często będzie podążał za nim nawet wtedy, gdy sytuacja jest dla niego trudna.
- Za swoim opiekunem, nawet jeśli jest idiotą, pójdzie w ogień. Niestety – podsumowuje przewodnik.
Dlatego przed zabraniem psa w góry nie wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy mój pies da radę wejść?”. Trzeba sprawdzić również, czy może tam legalnie przebywać i czy warunki są dla niego bezpieczne.
W przypadku Rysów odpowiedź jest jednoznaczna. To nie jest miejsce, do którego należy zabierać psa.
A jeśli podczas górskiej wycieczki zwierzę zaczyna się zapierać, skomleć, trząść, próbować uciekać lub wyraźnie odmawia dalszego marszu, nie należy traktować tego jako „focha” czy zwykłego braku kondycji. To może być sygnał, że pies właśnie pokazuje człowiekowi, że sytuacja go przerasta.

