Borsuk, który nie dawał za wygraną. Historia, która mogła skończyć się tragicznie
Przez kilka miesięcy regularnie odwiedzał tę samą posesję. Nie dawały mu spokoju kurniki i zabezpieczenia, które – jak się okazało – dla borsuka nie stanowiły większej przeszkody. Ta historia mogła zakończyć się jak wiele innych konfliktów człowieka z dziką przyrodą – widłami, trucizną albo wnykiem. Skończyła się jednak inaczej: borsuk trafił do bezpiecznej żywołapki, a stamtąd – prosto do lasu, na wolność.
Sprawą zajęło się Leśne Pogotowie – jeden z najstarszych i największych w Polsce ośrodków rehabilitacji dzikich zwierząt, prowadzony od 1993 roku przez leśnika Jacka Wąsińskiego w Mikołowie-Kamionce na Śląsku. To właśnie tam co roku trafiają tysiące dzikich zwierząt wymagających pomocy – i to właśnie stamtąd pochodzi relacja o „leśnym czołgu”, który postanowił zawalczyć o łatwy posiłek.
Dlaczego borsuki tak łatwo pokonują zabezpieczenia?
Borsuk europejski (Meles meles) to zwierzę, którego siłę i upór regularnie niedoceniają właściciele ogrodów i gospodarstw. Z relacji Leśnego Pogotowia wynika, że mimo starannie zabezpieczonej posesji borsuk konsekwentnie znajdował sposób, by dostać się do zwierząt hodowlanych, co ostatecznie doprowadziło do strat.
- Nie jest to przypadek odosobniony. Jak tłumaczą specjaliści od dzikiej fauny, borsuk w praktyce potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych hodowców:
- Siła porównywalna z dzikiem – gdy zwierzę zdecyduje się gdzieś wejść, standardowa siatka ogrodzeniowa czy lekki płot rzadko stanowią realną barierę.
- Wysoka inteligencja i spryt – borsuki potrafią systematycznie testować zabezpieczenia i wykorzystywać nawet najmniejszą szczelinę czy osłabiony fragment ogrodzenia.
- Konsekwencja w działaniu – raz znalezione źródło pożywienia staje się celem regularnych, powtarzających się wizyt, często o tej samej porze doby.
- Doskonałe zdolności kopania – nory budowane przez borsuki (tzw. zabarcza) mogą mieć rozbudowany system korytarzy, co ułatwia im podkopywanie się pod ogrodzeniami.
Dla wielu osób taki „gość” na posesji oznacza realny problem gospodarczy – i pokusę, by rozwiązać go siłą.
Konflikt bez przemocy – jak zadziałało Leśne Pogotowie
W opisywanym przypadku właściciel posesji, mimo strat, nie zdecydował się na drastyczne środki. Zamiast tego zwrócił się o pomoc do specjalistów, którzy zaproponowali rozwiązanie zgodne zarówno z dobrostanem zwierzęcia, jak i z prawem: bezpieczną żywołapkę.
To metoda, którą coraz częściej rekomendują także straże miejskie i leśnicy w podobnych sytuacjach – zwierzę zostaje schwytane bez obrażeń, po czym jest przewożone w miejsce oddalone od zabudowań, gdzie ma dostęp do naturalnego pokarmu i nie zagraża już niczyjemu gospodarstwu. Zastosowanie żywołapki wymaga jednak cierpliwości – borsuk to zwierzę czujne, a złapanie go bywa kwestią wielu dni obserwacji i prób.
W tym przypadku plan się powiódł. Borsuk trafił do klatki cały i zdrowy, a następnie został przewieziony przez ekipę Leśnego Pogotowia w głąb dużego kompleksu leśnego, z dala od zabudowań. Gdy klatka się otworzyła, zwierzę bez wahania ruszyło w stronę drzew.
Co mówi prawo o borsukach i żywołapkach?
Warto podkreślić, że samodzielne „rozprawianie się” z uciążliwymi dzikimi zwierzętami – trucizną, wnykami czy bronią białą – jest w Polsce nielegalne niezależnie od statusu ochronnego gatunku. Borsuk formalnie należy do zwierząt łownych i objęty jest okresem ochronnym związanym m.in. z porą rozrodu, jednak chwytanie dziko żyjących zwierząt bez odpowiedniego zezwolenia pozostaje uregulowane przepisami ustawy o ochronie przyrody i prawa łowieckiego. Dlatego tak istotne jest, by w przypadku problemów z dzikimi zwierzętami na własnej posesji kontaktować się z ośrodkami rehabilitacji, strażą miejską, nadleśnictwem lub odpowiednim regionalnym dyrektorem ochrony środowiska – zamiast działać na własną rękę.
Jak zapobiegać wizytom borsuka na posesji?
- Osoby, które obawiają się podobnych „odwiedzin”, mogą ograniczyć ryzyko, stosując kilka sprawdzonych zasad:
- Solidne, głęboko osadzone ogrodzenie – siatka powinna być wkopana co najmniej na 30–40 cm w głąb ziemi, by uniemożliwić podkopanie.
- Zabezpieczenie kurników i wybiegów – dodatkowe wzmocnienia u podstawy konstrukcji znacząco utrudniają dostęp.
- Usuwanie źródeł łatwego pożywienia – resztki jedzenia, otwarte kompostowniki czy niezabezpieczone karmy dla zwierząt domowych przyciągają dzikie zwierzęta.
- Szybka reakcja przy pierwszych śladach – rozkopana ziemia czy tropy to sygnał, by jak najszybciej skontaktować się ze specjalistami, zanim sytuacja się nasili.
Borsuk to nie szkodnik – kilka faktów o tym gatunku
Zanim ktokolwiek zdecyduje się nazwać borsuka „szkodnikiem”, warto poznać kilka faktów, które pokazują, jak ważną rolę pełni on w ekosystemie:
- Dieta wszystkożerna – borsuki jedzą przede wszystkim dżdżownice, owady, drobne gryzonie, jaja, owoce i korzenie. Ataki na zwierzęta hodowlane zdarzają się głównie wtedy, gdy dostęp do naturalnego pokarmu jest ograniczony, a łatwa zdobycz – w postaci źle zabezpieczonego kurnika – wręcz „zaprasza” do wizyty.
- Życie w grupach rodzinnych – borsuki zamieszkują rozbudowane nory, tzw. zabarcza, które mogą być użytkowane przez kolejne pokolenia przez wiele lat.
- Naturalny sanitariusz lasu – ograniczając liczebność gryzoni i owadów, borsuki pomagają utrzymać równowagę w lokalnych ekosystemach.
- Rzadkie ataki na ludzi – mimo swojej siły borsuki są zwierzętami płochliwymi i unikają bezpośredniego kontaktu z człowiekiem, a przypadki agresji wobec ludzi należą do rzadkości.
Dlatego specjaliści podkreślają, że kluczem do rozwiązania takich sytuacji nie jest eliminacja zwierzęcia, lecz odpowiednie zabezpieczenie terenu i – jeśli problem już wystąpił – współpraca z osobami, które mają doświadczenie w bezpiecznym przesiedlaniu dzikich zwierząt.
Historia z morałem
Ten przypadek pokazuje, że konflikty na linii człowiek–dzika przyroda nie muszą kończyć się śmiercią zwierzęcia. Wystarczy odrobina wiedzy, cierpliwości i współpracy z odpowiednimi służbami czy ośrodkami rehabilitacji, by problem rozwiązać skutecznie i humanitarnie – z korzyścią zarówno dla właściciela posesji, jak i dla samego zwierzęcia.

