Hospicjum Cordis: ponad trzy dekady troski o człowieka
Zanim opowiemy o Tadeuszu, warto poznać miejsce, które stało się jego domem. Hospicjum Cordis zaczęło działać w Wigilię 1990 roku. Przez pierwsze cztery lata kilkanaście osób różnych zawodów, w większości wolontariuszy, opiekowało się umierającymi w ich własnych domach. Na czele inicjatywy stanęła dr Jolanta Grabowska-Markowska, założycielka hospicjum, która kieruje nim do dziś.
Najważniejsze etapy działalności:
- 19 lutego 1994 r. w Mysłowicach powstał dom hospicyjny „Gościna Serca św. Teresy od Dzieciątka Jezus”. Pobyt w nim jest bezpłatny.
- 21 listopada 1998 r. zaczął działać hospicyjny dom dla dzieci „Betlejem”. Od 2009 roku nosi nazwę Śląskie Hospicjum Dziecięce Aniołów Stróżów. Zespół dojeżdża do małych pacjentów z całego województwa śląskiego, czasem nawet 100 km.
- 2012 r. to przeprowadzka do nowego budynku w katowickiej dzielnicy Janów-Nikiszowiec. Dom hospicyjny ma 38 pokoi, w tym 9 dla dzieci.
Dziś Społeczne Towarzystwo „Hospicjum Cordis” zapewnia opiekę domową i stacjonarną dorosłym i dzieciom. Prowadzi też poradnie leczenia obrzęku limfatycznego, profilaktyki i leczenia odleżyn oraz poradnię rehabilitacyjną. Pacjenci mogą korzystać z psychoterapii, muzykoterapii i terapii zajęciowej. Od początku opieki nad dziećmi hospicjum towarzyszyło już około 310 małym pacjentom i ich rodzinom.
Jak kangur Tadeusz trafił do Hospicjum Cordis?
Historię Tadeusza opowiada dr Justyna Urbańska-Rakus, lekarka hospicjum i jedna z jego opiekunek. Wszystko zaczęło się w Wigilię, czyli tego samego dnia w roku, w którym 36 lat wcześniej narodziło się hospicjum.
– Historia Tadeusza rozpoczęła się w Wigilię Bożego Narodzenia. To właśnie wtedy do drzwi mojej siostry, która jest lekarzem weterynarii, zapukał mężczyzna z prośbą o pomoc dla chorego kangura. Siostra natychmiast zaangażowała się w ratowanie zwierzęcia. Okazało się, że kangur ma złamanie kości kończyny dolnej i wymaga operacji – wspomina lekarka.
Leczenie nie poszło jednak gładko.
– Zabieg został przeprowadzony, niestety proces gojenia nie przebiegał tak, jak wszyscy byśmy sobie tego życzyli. Właściciel, nie mogąc zapewnić zwierzęciu odpowiedniej opieki, zdecydował się zrzec praw do niego. Moja siostra uznała jednak, że skoro można jeszcze zawalczyć o zdrowie Tadeusza, nie można się poddawać. Nie chciała dopuścić do eutanazji zwierzęcia, któremu można było pomóc. Za zgodą swojego szefa podjęła się dalszego leczenia pro bono, na własny rachunek, jednocześnie szukając dla kangura odpowiedniego domu.
Hospicjum Cordis/Tadeusz
„A ty nie chcesz kangura?”
Pomysł, żeby kangur zamieszkał w hospicjum, pojawił się zupełnie przypadkiem.
– A jak Tadeusz trafił właśnie do hospicjum? Zupełnie nieoczekiwanie! Pewnego dnia rozmawiałyśmy przez telefon. Zapytałam siostrę, czy nie chciałaby przygarnąć kolejnego kota, ponieważ ktoś szukał domu dla zwierzęcia, a ona miała już kilka kotów. W odpowiedzi usłyszałam: „A ty nie chcesz kangura?” – opowiada dr Urbańska-Rakus.

Hospicjum Cordis/Tadeusz
– Zaczęłyśmy rozmawiać o tym, czy kangur mógłby zamieszkać w hospicjum. Zapytałam swoją szefową, dr Jolantę Grabowską-Markowską, czy byłoby to możliwe. Zgodziła się, ale od razu zaznaczyła, że musimy najpierw przygotować odpowiednie warunki. I tak Tadeusz znalazł u nas swój dom.
Lekarka nie uważa tego za przypadek:
– Myślę, że to nie jest przypadek, że trafił właśnie do hospicjum. Hospicjum Cordis staramy się tworzyć jako miejsce, w którym najważniejszy jest człowiek – jego potrzeby, godność, komfort i jakość życia. Chcemy, żeby każdy, kto do nas trafia, czuł się wyjątkowo, bezpiecznie i po prostu dobrze. Nie chcemy, żeby hospicjum kojarzyło się wyłącznie z odchodzeniem i smutkiem. Chcemy pokazywać, że nawet w bardzo trudnym czasie jest miejsce na bliskość, uśmiech, małe przyjemności i zwyczajne życie. Tadeusz doskonale wpisuje się w tę filozofię.
Ile lat ma kangur Tadeusz?
Tadeusz to kangur rudy, największy żyjący torbacz. Ustalenie jego wieku okazuje się trudne.
– W przypadku kangurów ustalenie wieku nie zawsze jest proste. Ciąża kangura rudego trwa około 33 dni, ale narodziny to dopiero początek długiego procesu rozwoju. Maluch, ważący zaledwie około jednego grama, trafia do torby matki, gdzie przez wiele miesięcy rośnie i dojrzewa, pozostając pod jej opieką również wtedy, gdy zaczyna już wychodzić na zewnątrz. Dlatego sam moment pojawienia się młodego kangura u opiekuna nie pozwala precyzyjnie ustalić jego daty urodzenia – wyjaśnia dr Urbańska-Rakus.

Hospicjum Cordis/Tadeusz
– Wiemy natomiast, że Tadeusz jest jeszcze młodym przedstawicielem swojego gatunku. Przed nim wiele czasu, aby poznawać świat, a my staramy się zapewnić mu warunki, w których będzie mógł bezpiecznie dorastać.
Skąd imię Tadeusz? Patron spraw beznadziejnych
– Kiedy dr Jolanta Grabowska-Markowska zgodziła się, żeby Tadeusz zamieszkał w hospicjum, pojawiło się pytanie: jak go nazwać? Wcześniej nie miał imienia. Był pod opieką, ale nikt nie nadawał mu imienia na stałe, skoro nie było wiadomo, gdzie ostatecznie zamieszka.
Imię wybrała siostra lekarki, czyli weterynarka, która uratowała zwierzę.
– Moja siostra uznała, że hospicjum to miejsce życia i cudów, a historia kangura wyglądała na taką, w której niewiele rzeczy układało się po jego myśli. Nazwała go więc Tadeusz – na cześć świętego Judy Tadeusza, patrona spraw trudnych i po ludzku beznadziejnych. Trudno o imię, które lepiej pasowałoby do jego historii.
Jaki jest Tadeusz? Charakter i zwyczaje kangura z hospicjum
– Tadeusz jest bardzo sympatyczny i ufa ludziom, choć oczywiście pozostaje zwierzęciem, które potrzebuje spokoju i poczucia bezpieczeństwa – mówi jego opiekunka.
Kangur ma kilka zabawnych przyzwyczajeń:
- jest ciekawski: „Kiedy ktoś do niego przychodzi, często najpierw sprawdza nosem torby i rzeczy osobiste, jakby chciał się upewnić, czy przypadkiem nie przynieśliśmy czegoś smacznego”;
- lubi „pomagać”: „Z dużym zainteresowaniem obserwuje też osoby sprzątające jego wybieg. Zdarza się, że próbuje przejąć miotłę albo grabie, jakby chciał pomagać”;
- potrafi być groźny: „Kiedy próbuje kogoś nastraszyć, wydaje charakterystyczny dźwięk przypominający fuczenie”;
- liże sierść i dłonie: „W upalne dni liże sobie sierść, a kiedy je z ręki, zdarza mu się również polizać dłoń człowieka. Niektórzy interpretują to jako szczególny dowód sympatii, ale my wiemy, że to także naturalne zachowanie kangura”.
– Tadeusz lubi miękkie siano, trawę i wygrzewanie się na słońcu. Nie należy do najbardziej aktywnych mieszkańców hospicjum – czasem mam wrażenie, że najbardziej odpowiada mu spokojne życie, dobre jedzenie i święty spokój – dodaje z uśmiechem dr Urbańska-Rakus.
Kto opiekuje się kangurem i jak wygląda jego dzień?
– Tadeusz ma dwie wyznaczone opiekunki: mnie, Justynę Urbańską-Rakus, lekarkę hospicjum, oraz Annę Kozłowską, opiekunkę medyczną. Dbamy o to, żeby miał odpowiednie warunki, jedzenie i poczucie bezpieczeństwa.
Opiekunki podkreślają, że Tadeusz nie jest atrakcją na zawołanie.
– Nie każdy może wejść do niego w dowolnym momencie. To nie dlatego, że chcemy ograniczać kontakt z nim, ale dlatego, że zależy nam na jego komforcie. Tadeusz nie jest maskotką, którą można odwiedzać bez względu na jej potrzeby. Jest żywym zwierzęciem, które – podobnie jak nasi pacjenci – zasługuje na spokój, szacunek i troskę.
Co je kangur?
Kangury są roślinożerne. W diecie Tadeusza są między innymi:
- siano,
- zioła,
- owoce,
- warzywa,
- specjalistyczny granulat.
– Bardzo pilnujemy zaleceń dotyczących żywienia, ponieważ nie chcemy, żeby ktoś, kierując się dobrymi intencjami, przyniósł mu coś, co mogłoby mu zaszkodzić. Z tego powodu wolimy samodzielnie kupować mu odpowiednią karmę i kontrolować to, co je.
Kangur na Śląsku. Jak Tadeusz przygotowuje się do zimy?
Kangury pochodzą z Australii, a Tadeusza czeka pierwsza śląska zima.
– Tadeusz trafił do nas w sierpniu, dlatego śląska zima jest dla niego jeszcze niewiadomą. Mamy jednak nadzieję, że dobrze sobie poradzi, ponieważ przygotowaliśmy mu odpowiednie warunki. Ma ocieplony i ogrzewany domek, w którym możemy utrzymywać właściwą temperaturę, a także ogrodzony wybieg, gdzie w cieplejsze dni może swobodnie rozprostować nogi.
– Zależy nam, żeby miał możliwość korzystania z przestrzeni na zewnątrz, ale również bezpieczne schronienie, kiedy pogoda nie będzie sprzyjała. Na razie najchętniej korzysta ze słońca, miękkiego siana i odpoczynku. Zobaczymy, jak odnajdzie się w naszej zimowej rzeczywistości.
„Naprawdę kangur? Żartujecie?” Jak pacjenci reagują na Tadeusza
– Kiedy pojawiła się informacja, że w hospicjum zamieszka kangur, wiele osób nie dowierzało. „Naprawdę kangur? Żartujecie?” – takie reakcje słyszeliśmy bardzo często. Później zaczęło się regularne pytanie: „Czy już jest?”. A kiedy Tadeusz przyjechał, zainteresowanie było ogromne – opowiada lekarka.
Pacjenci i ich bliscy mogą spotkać Tadeusza na kilka sposobów:
– Nasz dom hospicyjny dysponuje ogrodem, a z niektórych pomieszczeń można obserwować to, co dzieje się na zewnątrz. Jeśli Tadeusz jest na wybiegu, chorzy i ich bliscy mogą go zobaczyć. Staramy się też umożliwiać bezpośrednie spotkania, jeśli pozwalają na to stan chorego, samopoczucie Tadeusza i warunki bezpieczeństwa. Pod opieką osób odpowiedzialnych za kangura można go czasem nakarmić, a jeśli sytuacja na to pozwala – również pogłaskać.
– Zdarza się, że podczas zmiany opatrunku, kiedy Tadeusz jest już bezpiecznie przytrzymywany, zabieramy go na chwilę do chorych leżących, którzy sami nie mogą dotrzeć do wybiegu.
Dla zespołu Cordis to coś więcej niż ciekawostka:
– Bardzo zależy nam na tym, żeby hospicjum było miejscem, w którym nadal można doświadczać życia w jego różnych odsłonach. Choroba nie odbiera człowiekowi potrzeby radości, bliskości, zainteresowania światem czy przeżywania czegoś niezwykłego. Czasem takim doświadczeniem jest spotkanie z Tadeuszem, czasem obecność ukochanego zwierzęcia, a czasem po prostu chwila spokoju w ogrodzie.
– Nie chcemy, żeby nasi chorzy byli postrzegani wyłącznie przez pryzmat choroby. Każdy z nich ma swoją historię, osobowość, upodobania i potrzeby. Naszym zadaniem jest dostrzegać w nich przede wszystkim ludzi. Dlatego dbamy nie tylko o leczenie objawów i komfort fizyczny, ale również o emocje, relacje i te drobne rzeczy, które potrafią sprawić, że dzień staje się lepszy.
Kangur na parkingu i zakopiańskie buty. Zabawne historie z Cordis
– Takich historii mamy już kilka – śmieje się dr Urbańska-Rakus.
– Kiedy większość zespołu dowiedziała się, że w hospicjum ma zamieszkać kangur, nie wszyscy od razu uwierzyli, że to naprawdę się wydarzy. Niektórzy chyba zastanawiali się, czy przypadkiem nie zwariowaliśmy. W tamtym czasie w mediach pojawiały się historie o uciekających kangurach i emu, więc żartowaliśmy, że jeśli Tadeusz wydostanie się na wolność i zacznie skakać po Nikiszowcu, to przynajmniej będziemy sławni.
Żart prawie się sprawdził:
– Co ciekawe, pierwszej nocy w hospicjum jedna z pielęgniarek wyszła na balkon zaczerpnąć świeżego powietrza i zobaczyła Tadeusza na parkingu. Do dziś mamy swoje podejrzenia, jak udało mu się tam dostać. Na szczęście szybko udało się odprowadzić go z powrotem na wybieg, a już następnego dnia wzmocniliśmy zabezpieczenia. Od tamtej pory nie mieliśmy podobnych przygód.
Jest też historia z butami w roli głównej:
– Pamiętam też panią Ewę, naszą chorą, która przyjechała na wózku w butach w zakopiańskim stylu. Tadeusz od razu zainteresował się jej obuwiem i zaczął je podgryzać. Chyba uznał, że to coś wyjątkowo interesującego – być może nawet jadalnego!
– Takie sytuacje wywołują uśmiech i zostają z nami na długo. A przecież właśnie o to chodzi: żeby obok trudnych chwil było też miejsce na śmiech, zaskoczenie i wspólne wspomnienia.
Zwierzęta w opiece paliatywnej. Czy Tadeusz jest „terapeutą”?
Badania pokazują, że kontakt ze zwierzętami może poprawiać samopoczucie pacjentów w opiece paliatywnej. Przykładem jest analiza dokumentacji pacjentów uniwersyteckiego ośrodka medycyny paliatywnej w Düsseldorfie opublikowana w „BMC Palliative Care”. Tadeusz nie jest jednak zwierzęciem terapeutycznym.
– Istnieją publikacje naukowe opisujące znaczenie kontaktu ze zwierzętami dla samopoczucia i jakości życia człowieka. W naszym przypadku nie prowadzimy z Tadeuszem formalnej terapii z udziałem zwierząt. On po prostu jest częścią naszego świata. Można go obserwować, czasem nakarmić, pogłaskać, uśmiechnąć się na jego widok. Nie musi niczego leczyć ani wykonywać żadnych zadań. Wystarczy, że jest.
Pacjenci mogą spotykać się z własnymi pupilami
Mało kto wie, że w Hospicjum Cordis pacjenci mogą spotykać się z własnymi zwierzętami.
– Warto też powiedzieć, że w hospicjum umożliwiamy pacjentom spotkania z ich własnymi zwierzętami. Nie wszyscy wiedzą, że jest to możliwe, i często reagują zdziwieniem, kiedy o tym słyszą. Dla nas jednak to naturalne. Zwierzę bywa przecież członkiem rodziny, codziennym towarzyszem, źródłem bliskości i poczucia bezpieczeństwa. Choroba i hospitalizacja potrafią nagle odebrać człowiekowi tę ważną relację.

Hospicjum Cordis/Tadeusz
– Nasi chorzy mają indywidualne pokoje, dlatego możemy organizować takie spotkania, uwzględniając bezpieczeństwo i komfort wszystkich. Ustalamy szczegóły z rodziną i opiekunami, bo zależy nam, żeby wizyta była dobra zarówno dla pacjenta, jak i dla zwierzęcia.
– Radość człowieka, który po dłuższym pobycie w szpitalu znów może zobaczyć swojego ukochanego psa, kota czy innego pupila, jest czasem trudna do opisania. To coś znacznie więcej niż zwykłe odwiedziny. To powrót do kawałka własnego życia.
Hospicjum to nie rezygnacja z życia
Historia Tadeusza dobrze pokazuje, na czym polega misja Hospicjum Cordis.
– W hospicjum nie walczymy już zawsze o wyleczenie choroby, ale nigdy nie przestajemy walczyć o człowieka – o jego godność, komfort, dobre samopoczucie i możliwie najlepszą jakość życia. To bardzo ważne rozróżnienie.
– Wciąż spotykamy się z krzywdzącym przekonaniem, że hospicjum to miejsce, do którego przychodzi się wtedy, kiedy wszystko się kończy. Chcielibyśmy ten obraz zmieniać. Hospicjum nie oznacza rezygnacji z życia. To troska o to, żeby życie – niezależnie od choroby i ograniczeń – nadal mogło być przeżywane jak najlepiej.
Dlatego tak ważne są dla nas relacje, poczucie bezpieczeństwa, spełnianie marzeń, drobne radości i możliwość bycia sobą.
– Troszczymy się o całego człowieka, a nie wyłącznie o jego chorobę. Tadeusz jest jednym z tych małych, ale bardzo widocznych symboli tej filozofii.
Jak wesprzeć kangura Tadeusza i Hospicjum Cordis?
– Utrzymanie Tadeusza wiąże się z kosztami, których nie pokrywa finansowanie świadczeń hospicyjnych przez NFZ. Musimy zadbać o jego specjalistyczną karmę, odpowiednie warunki, ogrzewanie i całą codzienną opiekę.
Hospicjum prosi, żeby nie przynosić jedzenia dla kangura:
– Nie organizujemy zbiórek przypadkowej karmy ani jedzenia, ponieważ dieta Tadeusza musi być dostosowana do jego potrzeb. Wolimy sami kupować produkty, które są dla niego odpowiednie, i mieć pewność, że otrzymuje to, czego rzeczywiście potrzebuje.
Jak pomóc?
- przekaż darowiznę na rzecz Hospicjum Cordis z dopiskiem „Dla Tadeusza”,
- skorzystaj ze skarbonki hospicyjnej.
– Każda taka pomoc pozwala nam lepiej zadbać o naszego niezwykłego mieszkańca.
Więcej niż kangur
– A jeśli miałabym powiedzieć, co jest dla nas najważniejsze w całej tej historii, to nie samo to, że w hospicjum mieszka kangur. Najważniejsze jest to, co ta historia pokazuje: że hospicjum może być miejscem pełnym życia, relacji, ciepła i niespodzianek.
Hospicjum to troska i godność:
– Chcemy, żeby każdy, kto przekracza nasze drzwi – pacjent, rodzic, rodzeństwo czy inny bliski – czuł, że jest ważny, że jego potrzeby mają znaczenie i że nadal może doświadczać dobrych chwil. Nie zawsze możemy zmienić przebieg choroby, ale możemy zrobić bardzo wiele, żeby człowiek nie stracił poczucia godności, bliskości i radości.

Hospicjum Cordis/Tadeusz
– Tadeusz przypomina nam o tym każdego dnia. I chyba właśnie dlatego tak dobrze odnalazł się w naszym hospicjum.
Na koniec lekarka dodaje z przymrużeniem oka:
– Mam tylko wrażenie, że Tadeusz powoli zaczyna być już trochę zmęczony tą całą sławą. Wywiady, zainteresowanie, kolejne osoby, które chcą go zobaczyć… Chyba uznał, że czas najwyższy podzielić się popularnością z innymi mieszkańcami naszego hospicjum!
I dodaje:
– A tak zupełnie serio – bardzo byśmy chcieli, żeby ta historia stała się okazją do opowiedzenia również o naszych pacjentach, ich marzeniach, pasjach i codzienności. Bo choć Tadeusz jest wyjątkowym mieszkańcem Cordis, to przecież każdy z naszych podopiecznych ma swoją niezwykłą historię. I każda z nich zasługuje na uwagę.
Bibliografia
Społeczne Towarzystwo „Hospicjum Cordis”, Historia Hospicjum, hospicjumcordis.pl (dostęp: 31.10.2026).
Krajowy Rejestr Sądowy, Społeczne Towarzystwo „Hospicjum Cordis”, KRS 0000040314.
Schmitz A., Beermann M., MacKenzie C.R., Fetz K., Schulz-Quach C., Animal-assisted therapy at a University Centre for Palliative Medicine – a qualitative content analysis of patient records, „BMC Palliative Care” 2017; 16: 50. DOI: 10.1186/s12904-017-0230-z.
Animal-Assisted Therapy in palliative care: a scoping review, PubMed Central, PMC11661565.
Wypowiedzi dr Justyny Urbańskiej-Rakus, lekarki Hospicjum Cordis, udzielone redakcji zwierzaki.net.

